Uważam, ze studia w Wańkowiczu, to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Mam z nimi związane niezapomniane wspomnienia z szalonych czasów studenckich. Wiele fajnych rzeczy się wtedy działo. Nigdy nie zapomnę imprez i konferencji, w których brałam udział jednocześnie jako przedstawicielka samorządu studenckiego i już jako młoda dziennikarka. Pamiętam, jak podczas trwania Juwenaliów 2001, pierwszych, które współorganizowaliśmy wraz z Politechnika i innymi uczelniami miałam za zadanie opiekę nad patronatem medialnym, co wiązało się z pisaniem do gazety codziennych sprawozdań z dni kultury studenckiej. Trudno było pogodzić te dwie rzeczy. Organizowanie imprez z praca w redakcji przysparzały o ból głowy. Na finałowym koncercie tak się świetnie bawiłam, ze zapomniałam wysłać tekst do redakcji. Następnego dnia, moja gazeta miała tylko krótką wzmiankę na ten temat, natomiast konkurencyjny dziennik dal sprawozdanie na główna stronę(sic!) Nie będę podawała szczegółów, jak mi się wtedy od nich dostało. Artykuł ten jednak ucieszył wszystkich, byliśmy dumni, ze udało nam się stworzyć jedna z największych imprez w mieście. Od tego momentu nie byliśmy już traktowani, jako ta prywatna uczelnia, tylko równy partner w lubelskim środowisku akademickim. Doświadczenie zdobyte podczas studiów w Wańkowiczu zarówno to organizacyjne jak i warsztatowe zaowocowało w mojej dalszej karierze. Pierwsze kroki dziennikarskie stawiałam w lokalnych dziennikach, jednocześnie pisywałam też do gazet studenckich: ukochanej Karafki i Parlamentu Studentów RP. Miałam tez krótki epizod lubelskiej TVP. Dzięki wiedzy, przekazanej przez niektórych wykładowców mogłam później bez żadnych kompleksów rozpocząć prace w mediach, nie obawiając się, że ktoś może mnie osądzić o jakiekolwiek braki warsztatowe. To po części dzięki Wańkowiczowi jestem tu, gdzie jestem. W redakcji jednej z największych gazet polonijnych w Wielkiej Brytanii "Coolturze"...